Z przymrużeniem oka i całkiem na serio o ciąży, rodzinie, macierzyństwie i małżeństwie. Liczne ciekawostki i porady dla przyszłych i obecnych rodziców, rodzin, małżeństw, a także dla tych, którzy o rodzinie nawet jeszcze nie pomyśleli.
poniedziałek, 21 marca 2016
piątek, 18 marca 2016
Mama też człowiek
Ostatnio natknęłam się na fajny artykuł w gazecie dla przyszłych i świeżo upieczonych rodziców (ostatnio niemal tylko na takie lektury udaje mi się wygospodarować nieco czasu). Natchnęło mnie to do refleksji nad macierzyństwem. Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży snułam marzenia i nie raz wyobrażałam sobie siebie w roli matki. Muszę przyznać, że życie zweryfikowało wiele z moich wyobrażeń o życiu we trójkę. Wydawało mi się, że będzie to o wiele prostsze, że takie maleńkie dziecko o wiele więcej śpi, szybko się najada i idzie spać dalej, a kiedy nie śpi to grzecznie leży i ślicznie uśmiecha się do mamy :-) Tymczasem okazało się, że dzieci robią kupkę za kupką (albo nie robią jej w ogóle, co jest jeszcze gorsze), siusiu co chwila i czasami nie można nadążyć ze zmianą pieluchy. Śpią jak mysz pod miotłą, kołysane godzinę usypiają na 15 minut i znowu się budzą, a jeśli już śpią dłużej niż kwadrans to tylko na rękach - odkładane do łóżeczka gwałtownie się budzą. Zamiast grzecznie jeść kręcą się, gryzą, szarpią, odwracają głowę, przez co łykają więcej powietrza niż mleka. Każde prutniecię obarczone jest 5 minutami płaczu. Nie chcą odwracać główki z boku na bok, nie lubią leżeć na brzuszku, albo wręcz nie znoszą innej pozycji, nie wodzą wzrokiem za grzechotką, a przecież w książce było napisane, że powinny! Nie jedzą regularnie, nie chcą grzecznie poczekać na mleko, a producent pisze, że powinny dostawać butelkę co 4, a nie co 3 godziny. Płaczą nieraz godzinami i nie chcą powiedzieć dlaczego, mają kolki, niezależnie od płci (choć podobno chłopcy mają częściej), ulewają, wydawałoby się, że nieraz więcej niż zjadły. Krzyczą wniebogłosy gdy tylko położy się je do wózka i nagle wizja matki spokojnie czytającej książkę w parku przy śpiącym w wózku dziecku odchodzi w niepamięć. Okazuje się też, że nie wszystkie dzieci uwielbiają spać w samochodzie. I nagle nic nie jest takie proste, jak wydawało się przez te 9 miesięcy błogosławionego stanu.
Kiedy w końcu udaje się położyć małego terrorystę spać i po całym dniu walki idziesz do łazienki, patrzysz w lustro z nadzieją, że zobaczysz boginię domowego ogniska, w czystym, ładnym ubraniu, z nienagannym makijażem, fryzurą prosto od stylisty i świeżo zrobionym manikiurem. Tymczasem co widzisz? Z lustra patrzy na Ciebie zmęczona, smutna, sfrustrowana kobieta, w rozciągniętych dresach, z uczesaniem które nie wie kto to fryzjer, z podkrążonymi oczami, pociążowym brzuszkiem i jeszcze większą ilością kompleksów niż przed ciążą. Usiłujemy pogodzić wszystkie życiowe role: matki, żony i kochanki, córki, wnuczki, przyjaciółki. Nie pamiętasz jednak o najważniejszej roki - roli kobiety, człowieka, siebie. W pewnym momencie trzeba powiedzieć dość i przestać terroryzować się rolą bycia "idealną matką", wyłączyć TV, z którego krzyczą do nas wyidealizowane stereotypy Matki Polki i trochę odpuścić, pomyśleć o sobie. Przecież szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko i o tym przede wszystkim trzeba pamiętać. Nie jest najważniejsze, żeby dziecko chodziło w firmowych ciuszkach, chodziło na spacery 1,5 godziny dziennie w wózku z najwyższej półki, spało tylko w swoim łóżeczku (bo spadnie z rodzicami jest zabronione), bawiło się tylko edukacyjnymi zabawkami, nie dostawało smoczka, nie płakało. Wszystko jest dla ludzi, najważniejsze, żeby nasze dziecko było szczęśliwe... Tylko jak tu nie dać się zwariować?
czwartek, 17 marca 2016
Córeczka tatusia
4 z rzędu prawie nieprzespana noc za mną. Zaczynam się zastanawiać, czy sen jest w ogóle człowiekowi potrzebny? Może do tej pory żyłam w błędnym przekonaniu, że chcąc się porządnie wyspać muszę leniuchować co najmniej do 10? Ale w nocy, kiedy z łzami w oczach z bezsilności kolejny raz wstaję ukołysać małą, nachodzą najlepsze refleksje. Matka stworzona jest po to, by nieustannie żyć w cieniu swojego dziecka ... i jego ojca. Jedynie ciąża jest tym momentem, kiedy to nad kobietą wszyscy robią och i ach. A potem nadchodzi szarość dnia codziennego. Kiedy przychodzi w odwiedziny rodzina i znajomi przechodzą obok mnie jak obok manekina (choć przecież specjalnie zdjęłam dresy, uczesałam się i zrobiłam szybki makijaż), biegną do małej i zaczynają się zachwyty. Jaka ona śliczna (tak, ma dobre geny), jaka uśmiechnięta (jakby mnie ktoś bujał pół nocy też bym była), jak się szybko rozwija (łykałam garść witamin w ciąży, biegałam po lekarzach to i zdrowa jest), jakie ma śliczne ciuszki (ostatni grosz potrafię wydać na jej ubranka) i mój FAWORYT - jaka ona podobna do tatusia!
I tutaj na moich ustach przyklejony uśmiech, w głowie potężny krzyk "NIEEE!", a serce pęka na tysiąc kawałków. Nie jest podobna i koniec, nawet gdyby była, to nie pozwalam i już. To moja córeczka, moja perełka i moja księżniczka! Od początku ciąży wiedziałam, że to będzie dziewczynka, od zawsze chciałam mieć córkę i to moje oczko w głowie (nawet wtedy, gdy puszczają mi nerwy). Będzie syn, to może być tatusiowy, córeczka jest moja! To ja znosiłam wszelkie niedogodności ciąży, ja w bólach rodziłam, ja płakałam przy jej karmieniu, bo tak mnie bolało. Płakałam razem z nią jak miała kolki, śpię jakbym nie spała, bo i tak czuwam, budzę się przy każdym jej kichnięciu, katuję kręgosłup i ręce nosząc tego małego klopsa, a kiedy jej ojciec, pracując z dala od domu śpi spokojnie do samego rana to ja zarywam noce, bo mała ma akurat gorszy okres. A i tak na końcu usłyszę - "wykapany tatuś".
Matka ma być przy dziecku i nie dopuścić do tego, by płakało - to mój obowiązek. Nikt nie zwraca uwagi na moje podpuchnięte oczy i zmęczone ręce. Za to piorunujący wzrok, bo mała płacze, a ja nie podnoszę jak tylko piśnie, nie jest mi obcy. Ja jestem ta zła, co to nie rozumie, że to jeszcze dziecko, co złości się, bo mała nie chce przesypiać nocy, co drażni ją, że dziecko usypia tylko kołysane na rękach. Jestem złą matką, bo czasami chcę zadbać również o odrobinę własnej wygody i walczę z jej złymi przyzwyczajeniami. I choćbym na rękach chodziła to i tak wszystkim nie dogodzę. I choćbym była nie wiadomo jak dzielna to nikomu nie zaimponuję, bo takie niedocenione życie matki. Za to tatuś bawi się z córeczką najlepiej na świecie, patrzy na nią z największą miłością, jest najbardziej dumny na świecie, że ma taką śliczną córcię i w ogóle jest naj, bo tak dzielnie i wytrwale pomaga, chociaż sam pracuje z dala od domu. I tak już będzie do końca życia, choćbym sobie włosy z głowy rwała to córeczka tatusia pozostanie córeczką tatusia.
wtorek, 15 marca 2016
Szał zakupów cz. 2
Poprzednio rozpisałam się "troszkę" na temat ubranek. Mimo tego, iż lista z ubrankami wydaje się dość rozległa, to jest to dopiero wierzchołek góry lodowej. Tak naprawdę innych niezbędnych dla maleństwa gadżetów jest zdecydowanie więcej.
HIGIENA:
To, co niezbędne do kąpieli, oprócz wanienki i ręcznika, to również kosmetyki. Wybierajcie takie, które nie zawierają parabenów, PEG-ów, SLS-ów i sztucznych aromatów oraz przeznaczone są typowo dla niemowląt. Proponuję nie zaczynać od razu od kosmetyków z górnej półki, gdyż droższe wcale nie znaczy lepsze. Poza tym, jeśli okaże się, że przyzwyczaicie dziecko do delikatnych, drogich, specjalistycznych produktów nie będziecie mieli już odwrotu, a z czasem potrzeby dziecka mogą zacząć rosnąć i nie będzie już po co sięgać. Zacznijcie od tych powszechnie dostępnych, w przypadku, gdy niestety okaże się, że dziecko ma AZS lub inne potrzeby, możecie kupić coś odpowiednio dostosowanego dla dzieci z określonym typem problemów. Na początek polecam produkty Hipp, Linomag i BabyDream (z Rossmanna), u nas się sprawdziły. To, czy będziecie stosować produkty 2w1, balsam czy oliwkę, mydło czy żel zależy od Waszego uznania.
Do higieny pupy polecam natomiast (przynajmniej na początek) zwykłą wodę i waciki oraz mączkę ziemniaczaną jako zasypkę - tanio, prosto i skutecznie. Chusteczki nawilżane stosujcie w nocy, kiedy nie chce Wam się biegać po ciepłą wodę oraz poza domem. Nie polecam kremów na odparzenia stosowanych prewencyjnie. Zawierają najczęściej tlenek cynku, który mocno przywiera do pupy i chcąc go zmyć musimy trzeć pupę, co jeszcze niepotrzebnie podrażnia delikatną skórę. Sięgajcie po nie, kiedy coś się wydarzy, ale przy stosowaniu wody i mączki nic takiego nie powinno się dziać.
Co oprócz tego?
- spirytus do przemywania pępka (polecam Octenisept)
- sól fizjologiczna do oczków i noska
- gaziki do mycia oczków i buźki
- pieluszki jednorazowe (najlepiej 1 - z wycięciem na pępek)
- pieluszki tetrowe lub flanelowe - 10 sztuk (jeśli Wasze dziecko będzie ulewało przyda się więcej, ale zawsze zdążycie je dokupić)
- miękka szczoteczka do włosków
- gruszka lub aspirator do nosa (polecam NoseFrida)
- nożyczki lub obcinacz do paznokci
- patyczki higieniczne do uszków
- ręczniki kąpielowe (najlepie 2 sztuki)
- proszek do prania i płyn do płukania ubranek niemowlęcych
- przewijak
KARMIENIE:
Niezależnie, czy decydujemy się na karmienie piersią czy mlekiem modyfikowanym musimy zaopatrzyć się w kilka podstawowych rzeczy, gdyż nigdy do końca nie wiemy, czy nasze plany nie ulegną zmianie. - butelka (na początek 120-150 ml) i smoczek 0+, dla mam karmiących piersią na początek wystarczy jedna, mamy chcące karmić mm (mleko modyfikowane) powinny zaopatrzyć się co najmniej w dwie sztuki- podgrzewacz do pokarmu (ułatwi nocne karmienie dzieci "butelkowych" i podgrzanie mleka matki w przypadku jego odciągania laktatorem)- sterylizator do butelek (można zastąpić go garnkiem i wrzącą wodą)- szczotka i płyn do mycia butelek i smoczków- wkładki laktacyjne do biustonosza- biustonosz do karmienia- laktator (zapytajcie rodziny i znajomych, być może ktoś będzie mógł Wam pożyczyć. Pozbędziecie się jednego, sporego wydatku, a może się okazać, że nie będzie on Wam potrzebny, lub będzie bardzo krótko)- smoczki uspokajające - zaoszczędzą sporo czasu mamom, których dzieci będą ciągle domagały się piersi, niezależnie od tego, czy będą głodne czy nie
TRANSPORT:
Niezbędny nam będzie oczywiście wózek. Dzisiejsza różnorodność na rynku pozwala na to, aby każdy znalazł coś odpowiedniego dla siebie. Są zwolennicy i przeciwnicy wózków 2w1 i 3w1, dlatego nie będę się na ten temat wypowiadać. Pewne jest to, że na początek niezbędny będzie głęboki wózek - gondola i fotelik samochodowy. Do tego warto dokupić:- folię przeciwdeszczową do wózka- moskitierę- kocyk lub śpiworek do wózka - w zależności od pory roku
SEN
Niezbędne będzie łóżeczko. To, czy wybierzecie tradycyjne drewniane czy turystyczne zależy od Was. Pojawiły się również na rynku fajne łóżeczka dostawiane do łóżka rodziców, co ułatwi nocne funkcjonowanie. Dziecko jest blisko mamy, przez co dziecko ma poczucie bezpieczeństwa, a mama nie musi do niego co chwila wstawać, jednocześnie śpiąc wygodnie. Wybór należy do Was.Do kompletu należy dokupić materacyk i 2 komplety pościeli + ochraniacz na materac pod prześcieradło. Do szpitala bardzo przydatny jest rożek, jednak z powodzeniem można go zastąpić kocykiem. Przyda się również kocyk - cieńszy do domu, grubszy na wyjścia. Możecie zaopatrzyć się również w śpiworek, z którego nieco starsze dziecko nie rozkopie się tak, jak z pościeli.
DODATKOWE
Lista dodatkowych rzeczy, które ułatwią Wam funkcjonowanie, nie są jednak niezbędne.- podkłady do przewijania- pojemniki/woreczki na pokarm- termometr bezdotykowy do pomiaru temperatury ciała lub wody- elektroniczna niania (sprawdzi się w dużych domach)- monitor oddechu- poduszka do karmienia
poniedziałek, 15 lutego 2016
Szał zakupów - kompletowanie wyprawki cz. 1
Dzisiaj nieco o wyprawce, przed której zakupem stają wszyscy rodzice. Moja córcia jest moim pierwszym dzieckiem, dlatego wszystko musiałam skompletować od podstaw. Przysporzyło mi to wielu pytań i dylematów, których rozwiązań szukałam w Internecie. Jednak nie wszystkie rady okazały się trafione, o czym dowiedziałam się dopiero po porodzie. Mam nadzieję, że moje rady ułatwią trochę przyszłym rodzicom wybory. Jeśli macie swoje spostrzeżenia dzielcie się nimi w komentarzu :-)
Na pierwszy rzut - ubranka.
Przy kompletowaniu wyprawki pewnie większość z Was weźmie listę z internetu lub dostępnych sklepów z artykułami dziecięcymi. Są tam wymienione wszystkie niezbędne rzeczy do kupienia. Niestety nie ma żadnych innych praktycznych wskazówek, chociażby odnośnie tego jak łączyć ubranka oraz czego powinno być więcej/mniej w zależności od pory roku w jakiej urodzi się dziecko.
Jeśli Wasze dziecko nie będzie nad wyraz duże wybierajcie rozmiar 56 cm. Moja Córcia przy porodzie mierzyła 57 cm i przez dobry miesiąc mieściła się jeszcze w rozmiar 56. Nie polecam ubranek mniejszych, dzieciątko musiałoby być wyjątkowo małe, żeby się w nie zmieścić. Rozmiar 62 jest dobrym wyjściem jeśli wiecie, że Wasze dziecko na pewno będzie duże. Moje Maleństwo nosiło je po miesiącu, kiedy ważyło już ponad 4 kg, a rękawki cały czas były za długie. Najlepiej mieć na początek ubranka właśnie w tych dwóch rozmiarach. Nawet jeśli 62 okaże się na początek za duży w ostateczności również taki ubierzecie (lepsze za duże niż za małe), a zobaczycie, jak szybko maleństwo urośnie.
Koszt nowej wyprawki jest duży. Dlatego popytajcie wśród rodziny i znajomych, czy nie mają czegoś na oddanie lub pożyczenie. Malutkie dzieci nie niszczą ubranek, a poza tym rosną tak szybko, że niektóre rzeczy założą zaledwie raz czy dwa. Nie wstydźcie się również przejść po sklepach z odzieżą używaną. Można tam znaleźć rzeczy, które są nowe lub prawie nowe. Ja sporo ubranek zakupiłam właśnie w lumpeksach, co było ogromną ulgą dla mojego portfela. Większość rzeczy była firmowa i dobrej jakości (przeważnie sprowadzane zza granicy), niektóre miały jeszcze metki, a kosztowały ułamek tego co w sklepie. Dziecko tak szybko z tego wyrosło, że pękłoby mi serce, gdyby się okazało, że ubranka, za które zapłaciłam majątek, po kilku razach powędrowały na strych i nie wiadomo czy kiedykolwiek z niego wrócą.
Przy wyborze kolorystyki należy pamiętać, aby nie kupować rzeczy zbyt pstrokatych - ciężko będzie je z czymkolwiek połączyć. Nie wybierajcie też wszystkiego typowo różowego czy niebieskiego. Choć pomyłki przy ocenie płci zdarzają się niezwykle rzadko może się to jednak przytrafić. Poza tym z myślą o kolejnym dziecku warto mieć kilka uniwersalnych rzeczy, które w przyszłości wykorzystamy.
1. Pajacyki - czyli te ubranka z długim rękawem i nogawkami ze stópkami. Dla dzieci rodzących się w okresie od jesieni do wiosny tego w wyprawce powinno znaleźć się najwięcej. Musicie mieć tego więcej niż 5-6 sztuk, które zazwyczaj sugerują wszelkie listy. Ja się przekonałam, że dziecko bardzo szybko i często się brudzi (ulewa, zrobi rzadką, wielką kupkę, przemoczy pampersa), czasami przebierałam córkę 2-3 razy dziennie, więc już po 2 dniach miałabym niedobór ubranek. Poza tym nie sposób ciągle prać, a w pralce też powinno znaleźć się nieco więcej niż kilka sztuk malutkich ubranek. Pajacyki ubiera się na body - gdy jest cieplej na krótki rękaw, a gdy zimniej na długi. Wybierajcie body z dobrej gatunkowo bawełny, będzie Wam je łatwiej ubierać, prać i prasować, a delikatna skóra dziecka nie ulegnie podrażnieniu. Warto mieć również 1-2 pary cieplejszych, polarowych pajacyków, gdy na dworze jest bardzo zimno, lub udajecie się w miejsce, w którym spodziewacie się chłodu.
2. Śpiochy - spodenki zapinane na ramionach, czyli takie jakby ogrodniczki.
U mnie w szufladzie wylądowało kilka sztuk (3-4?). Ubierałam je na body z długim rękawem, gdy było chłodniej dodatkowo na to kaftanik. Bardzo je lubię, gdyż nie sprawiają trudności w ubieraniu. Latem można założyć pod nie body na krótki rękawek.
3. Body z krótkim rękawem.To powinno znaleźć się zarówno w wyprawce letniej jak i zimowej. Latem można ubierać dziecku bez "dodatków", zimą pod pajacyki. Wybierajcie takie, które mają zatrzaski albo zakładki na ramionkach, łatwiej przechodzą przez główkę. Ja posiadałam około 15 sztuk i wcale nie uważam, żeby to było za dużo. Przynajmniej nie musiałam ich prać co 2 dzień.
4. Body na długi rękaw.Równie przydatne jak te na krótki. Ubieram pod pajacyki i śpioszki, a także pod sukienki na krótki rękaw. Na początek miałam ich mniej niż tych na krótki rękaw, teraz, gdy Malutka jest troszkę starsza, a na dworze nie ma już takich mrozów zakładam je nieco częściej w domu pod śpioszki i nie muszę już zakładać nic na wierzch.
5. Kaftaniki lub sweterki.Warto mieć 2 - 3 sztuki. W razie mrozów można ubrać na pajacyka lub body z długim rękawkiem, a także np. na sukienkę. Sprawdzą się również jako narzutka dla dzieci urodzonych latem na body z krótkim rękawem.
6. Półśpiochy - czyli spodenki ze stópkami lub bez.Można je zakładać na body, świetne w okresach przejściowych, kiedy dwie warstwy ciuszków to nieco za dużo, a w razie braku czasu na pranie w komplecie z kaftanikiem doskonale zastąpią pajacyki.
7. Czapeczka.Powinniście zaopatrzyć się w 1 lub 2 sztuki cieńszych czapeczek, które są przydatne do szpitala, w domu po kąpieli oraz na spacery w okresie letnim. Dzieci urodzone w chłodniejsze pory roku powinny mieć 1 -2 sztuki grubszych do wyjścia na dwór.
8. Skarpetki.Dla dzieci zimowych - cieplejsze, dla dzieci letnich - cieńsze. Dzieciom szybko marzną stópki, dlatego można je zakładać niemal do wszystkiego.
9. Rękawiczki niedrapki.Ja używałam tylko w szpitalu. Dziecko po porodzie może mieć zadziwiająco długie i ostre paznokcie, którymi łatwo może się podrapać. Część pajacyków i kaftaników ma przy rękawkach specjalne zakładki, które zastąpią rękawiczki.
10. Kombinezon lub ciepła kurteczka i spodnie.Z doświadczenia wolę kombinezon. Kupcie nieco większy, małe dziecko będzie do niego łatwiej włożyć, poza tym starczy na dłużej (co jest szczególnie istotne dla dzieci urodzonych jesienią i wczesną zimą, które ponoszą go dość długo).
11. Zestaw na specjalne okazje.Na początek warto mieć jakiś elegancki ciuszek. Dla dziewczynki jakąś sukienusię, dla chłopca koszulę i ładne spodenki. Przy odwiedzinach rodziny i znajomych będziecie chcieli, żeby Wasze dziecko wyglądało wyjątkowo ślicznie, a być może krótko po porodzie będzie szykowała się jakaś rodzinna uroczystość lub święta. Nie kupujcie jednak za dużo. Ciuszki takie są zazwyczaj mało praktyczne i drogie, a odwiedzający goście i tak na pewno przyniosą Wam coś ładniejszego niż zwykłe śpiochy.
12. Rampersy - śpioszki na krótki rękaw i z krótką nogawką. U mnie nie pojawiły się w ogóle, gdyż moje dziecko urodziło się zimą i kompletnie by się nie sprawdziły. Natomiast są dobrym rozwiązaniem dla dzieci urodzonych latem, kiedy za oknem niebotyczne upały.
W kolejnej części higiena, karmienie, transport i wyposażenie pokoju.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Kobieta pracująca - co się dzieje z ciałem kobiety w ciąży.
O tym, że jesteśmy w ciąży niekiedy można poznać jeszcze zanim zrobimy test ciążowy. Niektóre babcie jak tylko spojrzą na twarz to widzą, że coś jest na rzeczy. Wiele razy mówi się, że kobieta w ciąży wygląda kwitnąco, lub wręcz przeciwnie.Oprócz rosnącego brzuszka w ciele kobiety zmienia się jeszcze wiele rzeczy. Ciało kobiety w okresie ciąży bardzo ciężko pracuje. Stąd też biorą się powszechne dolegliwości.
Wyczerpanie - najczęściej pojawia się w pierwszym trymestrze, ale z własnego doświadczenia wiem, że niektórym kobietom towarzyszy przez cały okres ciąży. Przeciwstawianie się temu nie ma sensu. Organizm po prostu jasno daje do zrozumienia, że jest zmęczony i potrzebuje odpoczynku. Potraktujmy ciążę jako okres błogiego stanu, w którym możemy bez skrupułów wypoczywać i śpijmy do woli. Po jej zakończeniu już nie będzie tego komfortu :-)
Poranne mdłości - zwykle mijają pod koniec pierwszego trymestru. Związane są z hormonami, stresem, nadwrażliwością na niektóre smaki i zapachy oraz spowolnionym procesem trawiennym. Jest kilka sposobów, aby sobie z nimi poradzić m.in. imbir (w każdej postaci), lekkie węglowodany (krakersy, precelki, tosty, solone ciasteczka), które łatwo strawić i którymi powinno zaczynać się dzień, witamina B6 (25 mg trzy razy dziennie uzupełnia braki odżywcze), cola (stary awaryjny sposób walki z mdłościami i wymiotami), cytryna (cierpki smak pomaga niektórym kobietom), herbatki ziołowe (rumianek, mięta, liście maliny), opaski akupresurowe (takie, jak w przypadku choroby morskiej) oraz szeroka gama suplementów (np. Mamma, Prevomit).
Skurcze - macica i więzadła ją podtrzymujące rozciągają się, co może być powodem nieprzyjemnych uczuć.
Bóle głowy - wywołane przez hormony. Przy silnych dolegliwościach można zażyć tabletki z ibuprofenem, jednak najbezpieczniejszy jest po prostu odpoczynek i przyjmowanie dużych ilości płynów.
Częste oddawanie moczu - z jednej strony hormony, z drugiej uciskające pęcherz dziecko, a z trzeciej nerki, które filtrują znacznie większą ilość krwi. To wszystko powoduje, że w ciąży musimy odwiedzać toaletę znacznie częściej niż zazwyczaj. Niestety z biegiem ciąży dolegliwość ta zazwyczaj się nasila.
Zmieniające się piersi - często pierwszym objawem ciąży są bolesne i powiększone piersi. Dzieje się tak za sprawą hormonów. Zwiększa się też ich ukrwienie, dlatego na skórze można zauważyć większą ilość niebieskich żyłek tworzących siateczkę. Około 10-12 tygodnia bolesność powinna minąć, jednak warto zaopatrzyć się w dobry stanik, odpowiednio większy od dotychczasowego.
Zaparcia - w ciąży hormony spowalniają pracę jelit, aby maksymalnie wykorzystać wszelkie składniki odżywcze pochodzące z jedzenia. Poza tym rosnąca macica uciska na jelito grube utrudniając wypróżnianie. Pomóc może picie dużej ilości płynów (głównie wody), dieta bogata w błonnik i naturalne środki przeczyszczające (suszone śliwki, suszone warzywa). W ostateczności można poprosić lekarza o środki rozluźniające stolec.
Żylaki i hemoroidy - jedna z najbardziej przykrych przypadłości. Żyły niekiedy nie nadążają z transportowaniem krwi, która gromadzi się w niektórych miejscach. Rosnąca waga kobiety i zmniejszona aktywność fizyczna dodatkowo pogarsza ten efekt. Można sobie pomóc poprzez częste unoszenie nóg, ćwiczenia, nasiadówki i wyciąg z oczaru na hemoroidy, większa ilość przyjmowanego błonnika, który ułatwi wypróżnianie i zmniejszy wysiłek okrężnicy przy przesuwaniu zawartości jelit.
Zawroty głowy i kołatanie serca - w ciąży wzrasta ilość krwi krążącej się w organizmie, przez co serce wykonuje cięższą pracę. Znaczna część tej krwi wędruje do macicy, co może powodować zawroty głowy. Poza tym rosnący płód uciska na żyły wrotne, co może powodować spadek ciśnienia krwi. Utrzymuj poziom nawodnienia i cukru we krwi, aby uniknąć dolegliwości. Pomagać może odpoczywanie na lewym boku, które odciąża ważne naczynia krwionośne.
Ślinotok - ssanie owocu cytrusowego to domowy sposób na powstrzymanie nadprodukcji śliny.
Zmiany nastrojów - ciąża przypomina nieco zespół napięcia przedmiesiączkowego. Hormony i stres powodują, że zmieniamy się w tykającą bombę, która w sekundzie może zmienić nas z pełnej optymizmu kobiety w szlochającą bez powodu, zawiniętą w koc kulkę. Objawy powinny złagodnieć pod koniec pierwszego trymestru, by powrócić przed porodem. Skonsultuj się z lekarzem jeśli wahania nastroju są zbyt intensywne, lub gdy odczuwasz oznaki depresji.
Zmiany wyglądu skóry - u części kobiet mogą pojawić się wypryski przypominające okres pokwitania. Twarz należy wówczas oczyszczać delikatnym mydłem lub żelem myjącym. Nie należy stosować preparatów przeciwtrądzikowych i przeciwzmarszczkowych, gdyż mogą zawierać składniki uszkadzające płód. Na brzuchu pojawia się ciemna linia (linea nigra), która jest wynikiem zwiększonej pigmentacji skóry w tym miejscu. Również na twarzy mogą pojawić się brązowe plamy. Należy ograniczać ekspozycję na słońce, które wzmaga aktywność melaniny.
Szybszy porost włosów i paznokci - zauważysz, że włosy nie tylko rosną znacznie szybciej, ale także pojawiają się w miejscach, w których do tej pory ich nie było. Zaletą jest to, że jest to okres w życiu, w którym włosy są najpiękniejsze.
Krwawiące, obrzmiałe dziąsła - spowodowane zwiększoną ilością krążącej krwi i zmianami hormonalnymi. Pomóc mogą płukanki, a także delikatne szczotkowanie zębów, w razie konieczności miękką szczoteczką.
Zgaga - w ciąży trawienie przebiega wolniej, a także rozluźnia się zwieracz przełyku, przez co kwas żołądkowy cofa się. Pomagają dostępne w aptece środki zobojętniające, które szybko przynoszą ulgę. W moim przypadku pomagał również imbir oraz migdały. Należy unikać kładzenia się na wznak zaraz po jedzeniu oraz spożywania pikantnych potraw.
Krwawienie z nosa i opuchnięte śluzówki - spowodowane, a jakżeby inaczej, przez hormony. Przy krwawieniach należy stosować okłady z lodu.
Zespół cieśni nadgarstka - zatrzymująca się w organizmie woda może uciskać na nerwy przebiegające przez nadgarstek. Powoduje to drętwienie i mrowienie dłoni. Objaw ten zniknie po porodzie.
Rozstępy - pojawiają się w miejscach nadmiernego naciagania skóry - na brzuchu, piersiach, pośladkach i udach. Niestety są trwałe, dlatego warto zadbać o odpowiednią pielęgnację skóry, która pomoże nam ich uniknąć.
Mózg ciążowy - wiele kobiet ma w okresie ciąży problemy z pamięcią. Ciąża i obowiązki pojawiające się w związku z nią tak bardzo zajmują mózg, że nie ma w nim wiele miejsca na inne rzeczy.
Białe upławy - są nieszkodliwe i służą ochronie szyjki macicy. Jeśli wydzielina zmienia kolor lub zapach skonsultuj się z lekarzem, gdyż może to być oznaka infekcji.
Skurcze w nogach - najczęściej skutek odwodnienia i zatrzymania płynów w organizmie. Rozciągaj i masuj mięśnie by zmniejszyć dolegliwości. Pomóc może także przyjmowanie magnezu.
Obrzęki - zastój wody w organizmie może powodować obrzęki nóg czy dłoni. Może się nagle okazać, że buty, które jeszcze wczoraj były dobre, nagle okazują się za małe, a na palec nie możesz już wcisnąć obrączki. Jeśli obrzękom towarzyszy wzrost ciśnienia krwi - poinformuj o tym lekarza.
Zmiana położenia środka ciężkości - rosnący brzuch i kompensująca to zmiana postawy przesuwają środek ciężkości, co może spowodować, że zaczniesz potykać się o własne nogi. Bądź ostrożna, gdyż upadek może poważnie zaszkodzić Tobie i dziecku.
Jak widać ciąża to dla organizmu kobiety ciężka praca 24 godziny na dobę. Jednak większość dolegliwości mija po zakończeniu ciąży. Dlatego głowa do góry, trzeba tylko zacisnąć żeby i przetrwać te 9 miesięcy :-)
czwartek, 21 stycznia 2016
Wdech i wydech, czyli szkoła rodzenia - za i przeciw
Szkoły rodzenia zyskują coraz większą popularność i powstają jak grzyby po deszczu. Ale czy warto do nich uczęszczać? Często spotykamy się z opinią, że poród jest tak stresującą sytuacją, że zapomnimy o wszystkim czego się uczyliśmy. Ból i stres robi swoje, nagle okazuje się, że oddychanie nie pomaga, a skakanie na piłce tylko pogarsza sytuację. Jednak czy aby na pewno lekcje w szkole rodzenia nie przynoszą żadnych korzyści?
Przed porodem sama odbyłam kilka wizyt w szkole rodzenia. Chciałam rodzić z mężem, więc pomyślałam, że takie lekcje przygotują nas na te ciężkie chwile. U mnie zajęcia podzielone były na dwie części: praktyczną i teoretyczną. Część teoretyczna zaczynała się około 25 tygodnia ciąży, praktyczna nieco później. O ile praktyka w trakcie porodu okazała się faktycznie mało przydatna, o tyle teoria już nie raz ułatwiła mi życie. Oczywiście każda szkoła rodzenia bazuje na innych zasadach, ale w mojej oprócz pogadanek typowo o porodzie poruszano również tematy dotyczące pielęgnacji noworodka, laktacji, diety kobiety karmiącej, rozszerzania diety dziecka, odbyło się również spotkanie z pediatrą i "wycieczka" na porodówkę. Zajęcia te były bardzo pouczające, teraz nie raz wykorzystuję porady, które tam uzyskałam. Powiedzie, że to wszystko można przeczytać w książkach. Tak, ale czy książce możecie zadać pytanie, czy książka odpowie Wam, jeśli czegoś nie rozumiecie? Poza tym szkoły rodzenia zazwyczaj prowadzone są przez doświadczone położne, które oprócz książkowych metod znają wiele babcinych sposobów, które wiele razy są skuteczniejsze niż to, co tylko w teorii napisano na papierze. Właśnie z tego powodu polecam takie zajęcia również kobietom, które wiedzą, że będą rodziły poprzez cesarskie cięcie. W takim wypadku mogą odpuścić sobie uczestnictwo w zajęciach praktycznych, jednak teoria bardzo im się przyda.
W trakcie zajęć praktycznych odbywały się ćwiczenia oddechowe, pokazywano jak zachowywać się w trakcie skurczu i pomiędzy nimi, uczono mężczyzn jak mają pomagać swoim rodzącym kobietom - jak je trzymać, masować, liczyć czas między skurczami, wyjaśniono czego mogą się spodziewać. Kobiety zostały poinformowane jak przebiega poród, jak rozpoznać kolejne fazy, jak w trakcie nich oddychać, jak pomóc sobie złagodzić ból, jak współpracować z partnerem. Niestety u mnie się nie do końca sprawdziły. Ból okazał się tak duży, że cieszyłam się, że w ogóle oddycham. Uważam, że nie ważne jest czy oddychamy płytko czy głęboko, szybko czy wolno, krótko czy długo. Ważne jest, aby oddychać przeponą, a powietrze wdychać nosem i wypuszczać ustami. Jak okazało się na pierwszych zajęciach to wcale nie jest takie proste. Oddychania przeponą i pracy brzuszkiem trzeba się nauczyć i w tym na pewno pomogła mi szkoła rodzenia. Również mój mąż wiedział na co ma zwracać uwagę i do czego mnie nakłaniać.
To, co również bardzo mi się przydało to informacje o przebiegu porodu oraz o tym jak go rozpoznać. Gdy przyszło co do czego nie wpadłam w panikę, wiedziałam co mnie czeka i co za chwilę może nadejść. Również mój mąż był spokojniejszy, wioząc mnie do szpitala ze skurczami co 5 minut wiedział, że poród nie postępuje tak szybko że urodzę w samochodzie i nie trzęsły mu się ręce i nogi z przerażenia.
Wadą takich zajęć jest fakt, że czasami lepsza jest niewiedza niż nadmiar informacji. U nas zwracano uwagę na to co może pójść nie tak. Z jednej strony byłam przygotowana na najgorsze, wiedziałam jakie mogą być niepokojące objawy z którymi powinnam niezwłocznie udać się do lekarza, jednak z drugiej strony wiedza ta nie raz spędziła mi sen z powiek. We wszystkim doszukiwałam się najgorszego, często rzeczy, na które bez szkoły rodzenia nie zwróciłabym uwagi wprawiały mnie w panikę, stałam się przeczulona i nadwrażliwa. Jednak teraz wiem, że lepiej nie przespać kilku nocy niż coś przeoczyć.
Niestety nie wszystkie szkoły rodzenia są bezpłatne. Często koszt jednej lekcji wynosi kilkadziesiąt złotych od pary, a spotkań trzeba odbyć co najmniej kilka. Zanim zdecydujemy się na prywatną szkołę warto dokładnie dowiedzieć się, czy w naszej miejscowości nie ma szkół bezpłatnych. Niekiedy Urząd Miasta finansuje takie spotkania dla swoich mieszkanek, wnosi się symboliczną opłatę jedynie za uczestnictwo partnera w zajęciach. Czasami również bezpłatne szkoły funkcjonują przy szpitalach.
Podsumowując zalety:
- zdobycie szerokiej wiedzy na temat porodu
- zajęcia edukacyjne dotyczące dziecka i matki po porodzie
- nauka oddychania i ćwiczeń
- nauka dla ojców
- przygotowanie się do porodu rodzinnego
- miło spędzony czas, wzmocnienie więzi między partnerami
- nowe znajomości
- informacje przydatne szczególnie, jeśli spodziewamy się pierwszego dziecka
Wady:
- koszt (jeśli szkoła jest prywatna)
- zmarnowany czas (gdy zdobyta wiedza okaże się nieprzydatna)
- nadmiar wiedzy, który może wprowadzić bałagan w głowie przyszłych rodziców
Ja osobiście jestem bardzo zadowolona z uczestnictwa w szkole rodzenia i gdybym jeszcze raz stanęła przed wyborem, na pewno skorzystałabym jeszcze raz. Mimo to uważam, że wszystko zależy od szkoły i prowadzącej ją osoby. Ja miałam to szczęście, że dobrze trafiłam. Zanim podejmiecie decyzję popytajcie wśród znajomych, poczytajcie opinie na forach. Odpowiednio podjęta decyzja na pewno zaowocuje. Pamiętajcie jednak, że jeśli nie macie czasu lub ochoty uczestniczyć w takich zajęciach nie powinnyście czuć się gorsze czy niedouczone. Kobiety przez setki lat rodziły bez nauki i też sobie doskonale poradziły :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





